To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Felieton Mirosława Poświatowskiego (i nie tylko ;-)    -   21/8/2010
Obywatelski liberalizm à la PO
O „sukcesach gospodarczych” rządu pisałem już wiele, a jeszcze dużo więcej można by napisać. Można by napisać np. o bęcwałach poprzebieranych za ekonomistów i obsadzonych w roli autorytetów, którzy całkiem na serio, publicznie, na łamach prasy rozważają poprawienie deficytu finansów publicznych i jego zamaskowanie poprzez różne księgowe i statystyczne sztuczki. Owo zaklinanie rzeczywistości rzecz jasna sytuacji gospodarczej państwa nie poprawi, a wręcz przeciwnie, tak jak tonącego okrętu nie uratuje wmawianie pasażerom, że dochodząca do pokładu woda to stan normalny, bo oto kapitan ogłosił, że statek ma wyższą linię zanurzenia, niż się konstruktorom wydawało. Wśród czarodziejów, cudotwórców i alchemików europejskiej rangi, z naszych rodaków prym z kolei wiedzie Janusz Lewandowski ("liberał", a jakże !), obsadzony w roli komisarza Unii Europejskiej ds. budżetu.

Ogloszenie
>

Pan Janusz zasugerował, by rozważyć ewentualność, w której poszczególne kraje płaciłyby na rzecz Unii ekstra podatek. Oczywiście – to wszystko pod szyldem tendencji największych płatników UE pragnących w nowym budżecie płacić mniejsze składki. Zakończy się tak, jak się w takich wypadkach kończy – płacić będziemy i składki i dodatkowy podatek na rosnącą liczbę eurokratów, przyznających sobie w okresie kryzysu podwyżki, a domagających się od państw członkowskich „zaciskania pasa”. Pan komisarz na łamach „Dziennika” stwierdza, cytuję „składki na Europę nie są popularne. Ich obniżenie wymagałoby uzgodnienia innego źródła finansowania, które nie byłoby wielkim obciążeniem dla obywateli Wspólnoty, a jednocześnie odciążyłoby poszczególne kraje”. Wywód ten sugeruje, że J. Lewandowski odkrył jakiś kamień filozoficzny, tworzący złoto z niczego, no bo jak tu wprowadzić dodatkowy podatek, który jednocześnie „odciąży poszczególne kraje”? Rozumiem, że odciążenie przez dociążenie polegać będzie na tym, że miliony Kowalskich zarabiać będą jeszcze mniej, płacąc haracz Unii, jednak spadek siły nabywczej Polaków istotnie „odciąży poszczególne kraje”.

Tymczasem wszystkich mieszkających nad Wisłą „odciąża” nie jeden już tylko Lewandowski, ale cała „liberalna” Platforma, wykonująca przed wyborcami ruchy pozorne, nie mające nic wspólnego z reformą finansów państwa, co przejawia się zapowiedzią podwyższania VAT, który jak wiadomo, uderzy głównie w najuboższych, a więc mniej znaczących dla PO wyborców (stratedzy tej partii wyliczyli pewnie, że większość z tych ubogich i tak nie chodzi na wybory). Dzięki podwyżce Polska wskakuje do pierwszej ligi państw o najwyższym „vacie”, w dodatku jedyną "reformę", jaką po 3 latach będzie mógł się poszczycić rząd, zaprogramowano w ten sposób, aby móc podnosić VAT o kolejny punkt procentowy jeszcze przez najbliższe lata, aż osiągnie on poziom maksymalny w całej Unii, czyli 25 %.
Ale o tych zamiarach przynajmniej rząd (łaskawie) głośno mówi. Zresztą nie może w tym przypadku postąpić inaczej, bo wyższy VAT zauważyć będą mogli po 1 stycznia dosłownie wszyscy. Po cichu rząd "liberałów" przyszykował jednak całą serię działań, które pozornymi już chyba nie są, a których skala świadczyć może tylko o tym, że budżet państwa znalazł się na finansowej krawędzi. Krótkie, czasami między wierszami przemycane, zapowiedzi podwyżek planowanych w najbliższych miesiącach można od pewnego czasu znaleźć na przedostatnich stronach gazet, przemykają też na stronach fachowych portali i na wewnętrznych stronach tematycznych ogólnopolskich serwisów. Dosłownie co kilka dni czytam tam notki prasowe, dotyczące coraz to nowych pomysłów "odciążenia" przez rząd kolejnej branży, grupy jakichś produktów lub całych sektorów gospodarki. Tylko w ostatnim miesiącu naliczyłem ich kilkanaście.
Przypuszczam, że do końca roku ilość różnych cichych podwyżek różnych podatków, taryf, akcyz, jawnych i ukrytych opłat i parapodatków (np. opłata reprograficzna rośnie niebawem 1500 razy !) przekroczy setkę. Przychody z nich do budżetu mogą kilkukrotnie przewyższyć wpływ spodziewany z podwyżki VAT.
Jedno jest pewne - obciążenia fiskalne rosną obecnie w skali niespotykanej dotąd w całej historii III RP.
Co to ma wspólnego z liberalizmem? Tu również pomaga nam zrozumieć niuanse pan Janusz „Z Natury Liberał” Lewandowski, podający prawidłową definicję liberalizmu, zgodną z obecną mądrością etapu. „Praktyczny liberalizm to pragmatyczny liberalizm, co ilustruje rząd Donalda Tuska”. Cóż, jaki jest koń, każdy widzi. Pragmatyczność rządów PO wyraża się na przykład w obsadzaniu wszelkich możliwych stanowisk swoimi ludźmi. A jest co obsadzać, bo tylko w ubiegłym roku „oficjalna” liczba urzędników w Polsce wzrosła rekordowo z 390 tysięcy do 429 tysięcy (za rządów PO polska biurokracja wzmocniła się w sumie o ponad 50 tysięcy nowych etatów, kosztujących podatnika co roku dodatkowych kilka miliardów złotych)! Zaś wszystko to wbrew zapowiedziom rządu PO (nie mówiąc już o deklaracjach przedwyborczych), który jeszcze w 2009 roku zamierzał dokonać redukcji zatrudnienia w administracji ...

Jednak budowanie drugiej Irlandii przez obecną ekipę rządzącą ośmiela i rozzuchwala coraz to kolejne gremia. Wobec zawłaszczania mediów i innych podobnych działań, po udzieleniu lekcji pokazowej przez Mirosława Sekułę, który ukręcił łeb aferze hazardowej, butę okazał Związek Gmin Wiejskich, który składa do komisji Przyjazne Państwo projekt ustawy, która zwalniałaby radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów z obowiązku składania oświadczeń majątkowych. No jasne, po co wyborcy i ostatnie niezależne media mieliby wiedzieć za dużo i się denerwować. Związek swój koncept ZGW uzasadnia, jak podał „Dziennik Gazeta Prawna”, stwierdzeniem iż „obowiązujący system składania corocznych zeznań zniechęca wielu wartościowych ludzi do ubiegania się o publiczne stanowiska. Po prostu nie chcą ujawniać swoich majątków”. A ja głupi myślałem, że wszyscy „wartościowi ludzie” już dawno sprawują publiczne stanowiska. Nie wypada mi przecież zakładać, że ta czy inna partia, ze szczególnym wskazaniem na ugrupowanie rządzące, nie składa się z „wielu wartościowych ludzi”. Czyżby jednak jacyś wartościowi ludzie jednak poza tymi ugrupowaniami pozostali? Chcecie wartościowych ludzi na publicznych stanowiskach? - zmieńcie wreszcie ordynację wyborczą, premiującą częstokroć „wartościowych inaczej”, a w istocie zniechęcającą do kandydowania w wyborach ludzi, którzy rzeczywiście mogliby coś sobą wnieść.
A skoro już o wartościowych ludziach mowa – sądzę, że Państwo się ze mną zgodzą iż miarą wartości człowieka może być chęć niesienia pomocy innym. Z tej perspektywy w aureoli świętości może chodzić minister Rostowski, który zadeklarował dobrowolny udział Polski „w akcjach ratunkowych” dla zagrożonych państw strefy Euro, do której przecie nie należymy. Dla komisarza Lewandowskiego to wart docenienia gest, będący „świadectwem solidarności”. Ta „solidarność” musi cieszyć, wobec czego wstyd i hańba dla Słowacji, która do strefy euro należąc, wbrew wcześniejszym deklaracjom, bezczelnie jednak odmówiła wsparcia bogatszej od niej, a przecie pogrążonej w kryzysie Grecji, co znów dla towarzysza Komisarza stanowi problem, „jak uzasadnić politykę spójności, czyli zasadę wyrównywania szans”. Nad napęczniałą od „solidarności” dwunastogwiazdkową aureolą Ministra Finansów krąży wszelako złowróżbny cień, albowiem swoją deklaracją pan Rostowski niejako dokonuje niekorzystnego rozporządzenia cudzym mieniem (mieniem suwerena – polskiego narodu). Czyn ten potocznie nazywa się kradzieżą lub oszustwem, jednak najwyraźniej karne określenia te zastrzeżone są jedynie dla maluczkich. Na wszelki wypadek pozostańmy więc przy stwierdzeniu, że minister Rostowski jest „solidarny” w dzieleniu się nie swoim dobrem z innymi, zaś towarzysz komisarz Lewandowski, jest „liberalny”, tak jak i liberalna jest cała Platforma Obywatelska – na sposób „pragmatyczny” rzecz jasna...

No właśnie. Dopiero co użyłem słowa – wytrychu: „platforma – obywatelska”. Skoro już zmierzyliśmy poziomy solidarności, liberalizmu i pragmatyzmu, sprawdźmy, jakie zabarwienie ma deklarowana „obywatelskość”. Mierzyć ją można na różne sposoby i na dokonanie precyzyjnych pomiarów zabrakłoby w niniejszym felietonie miejsca, skupmy się więc na jednym z przykładów świeższych. Otóż, jak już kiedyś pisałem, wkrótce „obywatelsko” przymusowo będziemy musieli posyłać nasze sześciolatki do szkół. Na ów poroniony pomysł, nie licząc się kompletnie z głosami sprzeciwu rodziców i całego szeregu pozarządowych organizacji (wiadomo - w Polsce społeczeństwo obywatelskie jeszcze się nie uformowało i nie można się liczyć z czymś, czego nie ma) wywalono niemało kasy, choć i tak, jak pokazuje życie, o wiele za mało, by w pełni placówki szkolne na ów eksperyment przygotować. Oto tarnowski tutejszy magistrat triumfalnie (?) ogłosił: „więcej sześciolatków w tarnowskich szkołach”. Dalej jest już mniej triumfalnie – owo „więcej” oznacza, iż chęć posłania sześciolatków do szkół zadeklarowało... 30 rodziców. Zakładam, że nie byli to wydelegowani na odcinek walki o postęp nieszczęśni rodzice – urzędnicy. W kilku minionych latach w Tarnowie do nauki w pierwszych klasach przystępowało około 1100 dzieci. Gdyby założyć podobne liczby w roku bieżącym dla 6-latków (które wszak za rok będą 7-latkami), to okazałoby się, że dobrowolnych „pierwszaczków” jest wśród sześciolatków mniej niż 3 procent. To, i tak - co z dumą podkreśla magistrat w swym komunikacie - wynik pięć razy lepszy niż przed rokiem ! Te liczby mówią same za siebie, ale idźmy dalej: w naszym mieście jest 26 szkół podstawowych. Zatem na jedną szkołę przypada nieco ponad jedno sześcioletnie chętne do nauki w I klasie dziecko, dla którego należałoby utworzyć specjalną klasę – lub też posadzić go w ławce razem z siedmiolatkami, ze szkodą dla wszystkich. A przecież w tym wieku rok różnicy to prawdziwa przepaść i idiotycznie brzmią tu wyartykułowane niegdyś przez "naszą obywatelską" posłankę Augustyn Urszulę argumenty, że przecie między dzieckiem ze stycznia a grudnia jest tylko miesiąc różnicy wieku, a nie rok. Idąc tym tropem tak jak siedmiolatek „nie różni się” wiele od sześciolatka, tak ten od pięciolatka, pięciolatek od czterolatka itd. itp. No, ale „wszystkie dzieci nasze są” i ta „obywatelska” postawa zdaje się przyświecać politykom Platformy jakże Obywatelskiej, na co dodatkowo wskazuje fakt uchwalenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, czyniącej z rodziców przestępców, a z państwa i pracowników opieki społecznej – strażnika. Do czego to prowadzi, pokazuje przykład Szwecji, w której wciąż rośnie liczba dzieci odbieranych rodzicom z byle powodu, rodzice zaś praktycznie pozbawieni zostali jakichkolwiek instrumentów wychowawczych. Przy czym „antyprzemocowa” ustawa to nie jedyny przypadek iście orwellowskiego, z gruntu totalitarnego wkraczania w nasze życie ze strony PO – tej samej PO, której część wyborców i polityków tak chętnie gardłuje przeciwko „wtrącaniu się” Kościoła a to w „politykę”, a to w „edukację” itd.

W sumie autorom ustawy posyłającej sześciolatki do szkół przyświecały niewątpliwie następujące cele: wobec niżu demograficznego zapewnić miejsca pracy szczególnie ważnym wyborcom – nauczycielom (już raz taki ukłon w stronę środowiska nauczycielskiego uczyniono, mnożąc dla nich etaty poprzez stworzenie gimnazjów) i poprzez obniżenie wieku, w którym się posyła dzieci do szkoły – wydłużyć o jeden rok czas, jaki będą pracować na ukradzione przez polityków emerytury swoich dziadków i rodziców. Cała reszta to tylko ideologiczne frazesy. Przy czym życzliwie odkładam tu na bok dłuższe rozważania na temat tego, że projektowi temu mógł przyświecać jeszcze jeden cel – jakby wyraźniejszy w kontekście „antyprzemocowej” z kolei ustawy – wyrwanie pociechy spod opieki rodziców w bardzo "plastycznym" jeszcze wieku, celem łatwiejszej indoktrynacji od najmłodszych lat. To znaczy, przepraszam: celem wykształcenia właściwych, „obywatelskich” postaw, także w zakresie kulturowym, czyli politycznej poprawności – tak jak to już dawno uczyniły postępowe kraje unijne (patrz np. nauczanie od najmłodszych lat, że dwóch jednopłciowców też może tworzyć rodzinę, a homoseksualista to święta krowa. O tym też kiedyś wspominała "nasza obywatelska" posłanka Augustyn, mówiąc w jednym z wywiadów, odnośnie homofobii, że w tym zakresie „nie jesteśmy społeczeństwem należycie wyedukowanym”).

Przykład sześciolatków i „antyprzemocowej” ustawy najjaskrawiej pokazuje, ile jest obywatelskości i liberalizmu w Platformie Obywatelskiej, która budując zręby w istocie państwa totalitarnego, pełnego wszechogarniającej kontroli, coraz częściej przy tym rozmija się nie tylko ze społeczeństwem, własnym - bezwartościowym już w świetle praktyki - programem, ale też i z powszechnym rozumieniem słowa „obywatelski”.
Rodzice, z których głosami PO się nie liczy, głosują jednak nogami, dzięki czemu tarnowski magistrat mógł ogłosić "sukcesik", że tatusiowie oraz mamy trzydzieściorga sześciolatków chcą posłać swoje pociechy do szkoły w 120-tysięcznym mieście.
To zaś musi nastręczać nieliche trudności, stąd też i niezwykle pomocny rządowy program „Radosna Szkoła”. Jednak sama radosna nazwa tu nie wystarcza, dlatego też „trzeba zwrócić uwagę również na specjalne przygotowanie psychologiczne w zakresie nauczania sześciolatków w szkołach, realizowane w Tarnowie przez specjalistów. Są nim objęci zarówno nauczyciele jak i rodzice.” Wobec mikroskopijnego zainteresowania projektem ze strony rodziców, którzy nie chcą odbierać swoim dzieciom dzieciństwa, platformianym rządcom dusz i inżynierom społecznym wypadnie chyba zauważyć, że społeczeństwo znów „nie zdało egzaminu”, nie dorosło do zdobyczy demokracji no i że nie chce ono brać udziału w tym „wielkim skoku cywilizacyjnym” zafundowanym przez Platformę; słowem: nie zachowało „obywatelskiej postawy”. Na szczęście rządzący znaleźli i na to lekarstwo - i wkrótce sześciolatki będą objęte szkolnym przymusem. Chętnie się założę, że wówczas sprytni obywatele RP wykażą się inną jeszcze prawdziwie obywatelską, rozsądną postawą – choć w nieco innym niż oczekiwaliby rządzący wydaniu: rodzice masowo będą starać się o psychologiczne opinie, wedle których ich sześcioletnie pociechy nie będą się nadawały do sprostania obowiązkowi szkolnemu w tym wieku. Zapewne Platforma – a jakże – Obywatelska, będzie musiała sięgnąć wówczas po inne instrumenty nacisku, czy np. „oceny” oraz „zachęty” dla psychologów. Istnieje wprawdzie szansa, że do tego czasu finanse publiczne się całkiem posypią i do tych totalitarnych, antyrodzinnych praktyk nikt nie będzie miał wówczas głowy – ot, kolejna nieudana reforma, która przyniosła więcej szkody niż pożytku. Ciekawe tylko, czy przed wyborami parlamentarnymi taka np. forsująca ten projekt posłanka Urszula Augustyn będzie się nim chwalić, jako wybitnie obywatelskim osiągnięciem, czy też taktownie go przemilczy – tak jak przemilczany jest obecnie fakt, że w czasie gdy rząd na siłę wmusza w rodziców posyłanie sześciolatków do szkół, jednocześnie na naszych blokowiskach dramatycznie brakuje placów zabaw, te, które istnieją częstokroć stanowią zagrożenie dla dzieci, zaś miejsc w przedszkolach jest tyle, że wciąż nie może tam trafić około 500 tysięcy maluchów ... Utrudnia to – najczęściej matce – podjęcie pracy, zwłaszcza, gdy nie ma dziadków pod ręką, ewentualnie stwarza konieczność wynajmowania opiekunki do dziecka. Warto też pamiętać, że pierwszeństwo w przedszkolu mają te dzieci, których oboje rodzice pracują. Jednak trudno znaleźć pracę, gdy się opiekuje dzieckiem. Błędne koło się zamyka. Na to jednak P. Obywatelska nie ma pomysłów, forsując za to poronione pomysły, podwyżkę uderzającego najbardziej w biedniejsze rodziny VAT i puszczając w eter koncepcje w rodzaju np. likwidacji becikowego (bez żadnej rozsądnej alternatywy) – podczas gdy jedyną szansą dla Polski są dziś działania zachęcające do poprawienia wskaźnika dzietności, co dając zastępowalność pokoleń uratowałoby chociażby system emerytalny.

Ponieważ w nadchodzących latach będzie coraz gorzej, chciałbym wierzyć, że Polacy w końcu „zobaczą ilu ich” i wk..wieni, pokażą co o tym wszystkim sądzą, zmiatając ze sceny całą "elitę" polityczną, ukonstytuowaną oficjalnie w 1989 roku. Ta banda, poubierana w zmieniające się szyldy a to płomiennych obrońców „wartości”, a to „bojowników postępu” i „cywilizacyjnych standardów” okupuje nasz kraj już trzecią dekadę. Czy zatem Polacy będą potrafili wreszcie wykazać się prawdziwie obywatelską postawą, czy może jeszcze obroża i kaganiec nie uwierają tak bardzo? Chciałbym wierzyć w zmiany – do tego jednak potrzebna jest uczciwa ordynacja wyborcza, wolne media, silna, nie powiązana lokalnym układzikami klasa średnia i – prawdziwa wolność, której przestrzeń jest w Polsce – tak jak w całej Europie, przemieniającej się w totalitarny kołchoz – coraz mniejsza ...

M. Poświatowski
(przy wydatnej tym razem i bardzo aktywnej pomocy pozostałej części redakcji portalu)
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?

Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Unknown MySQL server host 'mysql5-3.premium' (1) in /home/intarnet/www/www1.atlas.okay.pl/poll/include/class_mysql.php on line 32
Connection Error
MySQL Error : Connection Error
Error Number: 0 
Date        : Fri, December 2, 2022 19:55:22
IP          : 18.207.136.189
Browser     : CCBot/2.0 (https://commoncrawl.org/faq/)
Referer     : 
PHP Version : 4.4.9
OS          : Linux
Server      : Apache
Server Name : www1.atlas.intarnet.pl
Script Name : /index_full.html